Idzie o Marzenie. Podzielę się z wami swoim Marzeniem. Nie to, żebym był jednym z tych internetowych ekshibicjonistów, których teraz pełno, ale będzie to ładnie umieścić tytułem wstępu. Otóż zawsze chciałem pracować w prasie. Być felietonistą, albo dziennikarzem z gazety. Gościem, który machając legitymacją prasową dostaje się tam, gdzie zwykły śmiertelnik może co najwyżej popatrzeć zza zwalistej postaci ochroniarza. Gościem, który chodzi po nieprzyjemnych ludziach, zadaje im kłopotliwe pytania aż zaczną się pocić, a pokrzywdzonych bierze w obronę rozpętując burzę gdzie trzeba. Informacyjnym Robin-Hood’em, tylko bez tych rajtuzów. Takim typem, który wie co, jak i gdzie. Który nie tylko patrzy, ale i widzi. I w dodatku potrafi to jeszcze zinterpretować i przekazać. Nie po to, żeby wzbudzać jeszcze więcej pytań (no, może czasem), ale docierać do istoty i pokazywać pewne zjawiska, obok których codziennie wszyscy jesteśmy, o które się ocieramy , a z istnienia których często nie zdajemy sobie sprawy. Bo takie jest współczesne miasto. A kocham miasto i chcę o nim pisać.
Tak, zgadza się – patos i pompa, ale co poradzę? Takie bywają Marzenia. Zwłaszcza te z dużej litery.
Kiedy się jednak głębiej zastanowić, to praca w oficjalnej prasie narzuca dostosowywanie się do pewnych kanonów. Językowych, stylistycznych, estetycznych i tak dalej. Dlatego często po lekturze takiej prasy pozostaję z niesmakiem. I to nie z powodu braku porannej higieny jamy ustnej. Chodzi o pewien poziom. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie raz, by wyrobić wierszówkę, dziennikarz wygląda za okno, albo chodzi po ulicy i stara się wśród miejskiego zgiełku wypatrzyć temat, który pomoże mu wyrobić normę. No i znajduje: tu śmieci leżą, tam schody są krzywe, tam młodzież piwo pije, a tam z kolei popisane jest po ścianach. A na tych chodnikach, to idzie nogę skręcić. O nie. Takich rzeczy i z takich powodów pisać bym nie chciał.
Dlatego właśnie ruszam ze swoim własnym projektem, gdzie nikt mi nie będzie wchodził w paradę. Ostrzegam, że będzie subiektywnie. Subiektywnie do bólu - jak już wspomniałem pewne kanony mnie nie dotyczą. Inne jednak chciałbym zachować. Na pewno nie zamierzam wymyślać głupot ani ssać przysłowiowego palca z braku tematu, bo i nie muszę. Spodziewajcie się więc nie tylko subiektywizmu, ale również rzetelności podawanych informacji i solidnego podejścia. Spodziewajcie się również zarówno tekstów dotyczących bieżących wydarzeń w naszym Mieście, jak i traktujących o historii Szczecina, która jest jedną z moich pasji. No i różnego rodzaju interesujących moim zdaniem miejskich smaczków. Tyle w temacie.
Zapraszam do lektury.
Nie udławcie się.
Kszt
Trafiłam na Twój blogger przypadkiem i muszę przyznać, że po tych artykulikach :) zainteresował mnie :) Lubię czytać felietony, do tego jeszcze moje miasto w głównym temacie... zatem czekam na kolejne potoki słów.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)